Na liście „małych sanktuariów” Górnego Śląska kościół św. Anny w katowickim Nikiszowcu rzadko bywa wymieniany obok Piekar czy Pszowa. Niesłusznie. To miejsce, w którym duchowość górnicza, kult patronki kopalni i codzienny rytm życia robotniczego osiedla zachowały się w niemal nienaruszonej formie od ponad stulecia.
Osiedle zaprojektowane wokół wiary
Kiedy w 1908 roku architekci Emil i Georg Zillmannowie zaczęli rysować plan osiedla dla górników kopalni Giesche, zrobili coś, co dla architektury robotniczej tamtej epoki było rzadkością — wokół centralnego placu wytyczyli przestrzeń pod kościół, choć budowę świątyni przewidziano dopiero w trzeciej fazie inwestycji. Ośmiopiętrowe familoki z czerwonej cegły, połączone charakterystycznymi przejściami z balkonami nad ulicami, miały być nie tylko mieszkaniem dla 8 tysięcy ludzi, ale też pełnoprawnym miastem-ogrodem z własną piekarnią, pralnią, sklepami, szkołą i — przede wszystkim — własną parafią.
Kościół św. Anny stanął przy placu Wyzwolenia w latach 1914–1927. Zaprojektowany w stylu neobarokowym, z dwiema wieżami i kopulastym hełmem nad nawą główną, kontrastuje materiałem (jasny tynk) z otaczającą czerwoną cegłą familoków. Ten zabieg był celowy: świątynia miała być widoczna z każdego punktu osiedla i pełnić rolę architektonicznego centrum. Do dziś tak właśnie funkcjonuje — fasadę widać już z perspektywy ulicy Janowskiej, długo zanim wchodzi się na rynek.
Patronka górników i jej miejsce w śląskiej pobożności
Wybór św. Anny na patronkę nikiszowieckiej parafii nie był przypadkowy. Babka Chrystusa od stuleci uchodziła w Europie za opiekunkę ludzi pracujących w niebezpiecznych zawodach — żeglarzy, cieśli i właśnie górników. Na Górnym Śląsku ten kult miał dodatkowy wymiar: w wielu domach robotniczych obok obrazu Matki Bożej Piekarskiej wisiała oleodrukowa rycina św. Anny z małą Maryją, a w dniu jej święta (26 lipca) cała kopalnia Giesche miała wolne. Górnicy szli rano na mszę, a po południu cała rodzina odbywała pielgrzymkę do najbliższej kalwarii.
Wnętrze świątyni również opowiada o tej duchowości. W ołtarzu głównym znajduje się scena Trójpokoleniowej Świętej Rodziny — św. Anna z Maryją i Jezusem — typowa dla południowoniemieckiego baroku, ale wykonana lokalnie. W bocznych ołtarzach: św. Barbara (patronka górników, z atrybutem wieży) i św. Józef (patron robotników). Witraże z lat 30. XX wieku przedstawiają sceny z życia parafii — w tym jedyny w swoim rodzaju witraż „Górnik wracający z szychty”, na którym mężczyzna w mundurze paradnym kopalni zdejmuje czapkę przed figurą Matki Bożej.
Obecne życie parafii i tradycje, które przetrwały
Współczesna parafia św. Anny liczy około 4 tysięcy wiernych — prawie tylu, ilu mieszka dzisiaj na osiedlu. To zjawisko rzadkie w polskich miastach: praktycznie pełne pokrywanie się terytorium parafii i rzeczywistej populacji praktykującej. Tłumaczy się to dwoma czynnikami: silną tożsamością nikiszowiecką (mieszkańcy często mówią „jestem z Nikisza” zamiast „z Katowic”) oraz ciągłością kulturową — wiele rodzin zamieszkuje te same familoki od trzech, czterech pokoleń.
Z tradycji wartycj zobaczenia na żywo, na pierwszym miejscu trzeba postawić odpust św. Anny w ostatnią niedzielę lipca. Procesja wychodzi z kościoła i obchodzi cały plac Wyzwolenia, a następnie kieruje się ulicami osiedla, prowadzona przez orkiestrę górniczą w mundurach paradnych. Drugą żywą tradycją jest błogosławieństwo barbórkowe (3 grudnia, wigilia św. Barbary), kiedy rano przed wejściem do dawnego budynku administracji kopalni odbywa się krótkie nabożeństwo z udziałem władz miasta i przedstawicieli lokalnych firm. Trzecim ważnym wydarzeniem są jasełka noworoczne — pisane co roku od nowa, z udziałem dzieci osiedla, z kostiumami nawiązującymi do dawnych strojów ludowych Górnego Śląska.
Pielgrzymka, spacer, wspomnienie
Dla pielgrzyma odwiedzającego górnośląskie sanktuaria Nikiszowiec może być przystankiem między Piekarami Śląskimi (24 km na północ) a Pszowem (60 km na południowy zachód). Świątynia jest otwarta codziennie od 7:00 do 19:00, a w soboty i niedziele po południu można poprosić w zakrystii o krótkie oprowadzanie po witrażach i ołtarzach bocznych — opowieść trwa około 30 minut, a parafia nie pobiera za to opłaty (mile widziana cegiełka na konserwację organów).
Sam spacer po osiedlu zajmuje godzinę i prowadzi przez tzw. patio — wewnętrzne dziedzińce między familokami, z drewnianymi balkonami, gołębnikami na strychach i ławkami, na których nadal latem siadają najstarsi mieszkańcy. Polecamy zacząć od kościoła, obejść plac Wyzwolenia, wejść na ulicę Krawczyka, dalej na Rymarską, wrócić Janowską. Po drodze warto wstąpić do Galerii Szyb Wilson w sąsiedztwie — to dawna cechownia kopalni przerobiona na galerię sztuki współczesnej, oferująca m.in. cykliczne wystawy o historii śląskiej religijności robotniczej. Dla osób, które chcą głębiej poznać kontekst osiedla, jego architekturę i społeczne tło — z pełną osią czasu od 1908 do dziś, mapą zabytków i opisem każdego z 9 placów — kompendium znajduje się w obszernym przewodniku po Nikiszowcu jako perle w koronie Katowic.
Dlaczego warto włączyć Nikiszowiec do mapy duchowych podróży
W odróżnieniu od wielkich sanktuariów maryjnych, Nikiszowiec nie oferuje kultu konkretnego wizerunku ani cudownego źródła. Oferuje coś rzadszego — kompletny, żywy obraz tego, jak wiara katolicka kształtowała codzienność polskiej klasy robotniczej w XX wieku. Tu nie trzeba się specjalnie nastrajać. Wystarczy wejść w środę o siedemnastej na różaniec, posłuchać, jak starsze mieszkanki śpiewają „Po górach, dolinach” w lokalnej, śląskiej wymowie, popatrzeć na przesuwające się przed witrażem cienie ludzi wracających z drugiej szychty, by zrozumieć, dlaczego ks. Edward Polak (proboszcz w latach 1968–1992) nazywał to miejsce „katedrą bez kopuły, ale z duszą”.






